W swoim życiu miałam chyba tysiące porażek, a ciągle mam wrażenie, ze to nie koniec. Do dziś nie wiem czy miejsce w którym żyje jest odpowiednie dla mnie. Nie mam także pojęcia czy za 10 lat wciąż będę z tym samym mężczyzną. Do tego, czy ten jedyny faktycznie nadaje się na kryzysy małżeńskie oraz czy dobrze będzie spełniał swoją rolę?
Nie wiem tego, i pewnie dowiem się dopiero wówczas gdy to wszystko przeżyję. ale i tak to jest do kitu.
Jeszcze nie tak dawno największym zmartwieniem było dla mnie czy za grubo wyglądam w tej koszulce albo czy pójście w najwygodniejszych kapciach do szkoły nie wystawi mnie na pośmiewisko całej szkoły.
I tęsknię za tymi czasami.
Wielkość problemu choć wydaje się wciąż być taka sama to dawniej życie było weselsze. Cały czas męczy mnie to, że w gronie "dorosłych" zachowywanie się tak jakbym chciała nie jest najodpowiedniejszą rzeczą. Cóż zrobisz jeżeli w radiu gra najbardziej taneczna piosenka, a Ty mimo woli serca musisz stać i prowadzić "dorosłe" konwersacje.
Czasem mam ochotę w tłumie po prostu wyjąc truskawkową gumę, nadmuchać różowy balonik i iść w stronę słońca z uśmiechniętą buzią
Pozdrawiam
Kama :)
